Obecnie Japonia ma prawie taką samą ilość przypadków zachorowań co Polska. Jeszcze kilka tygodni temu w Polsce nie było ani jednego oficjalnie potwierdzonego przypadku. Natomiast Japonia miała ich już setki. Dodajmy do tego, że jednak duża część ludzi w Polsce od dwóch tygodni siedzi w domu, podczas gdy japończycy…

Świętują „koniec” koronawirusa. 

Czy japończycy zrobili coś innego niż pozostałe kraje?

Podczas gdy inne kraje zamykały swoje granice dla chińskich turystów, Japonia zrobiła to po dłuższym czasie i tylko dla osób posiadających paszport z rejonu Hubei. Turystyka Japonii opiera się głównie na turystach z Chin, więc powstrzymanie ich napływu było równoznaczne z początkiem problemów finansowych w tym sektorze.

Ostatnie nieodwołane targi IT, 25 luty

Napływ turystów z Chin częściowo wstrzymany, co dalej?

Pod koniec lutego rząd poprosił firmy o umożliwienie pracy zdalnej. Pomimo, że poprzednio jedynie około 10% badanych firm potwierdziło gotowość do wprowadzenia takiego rozwiązania, coraz więcej osób jednak zaczynało pracę z domu. W tym czasie musiałam korzystać z pociągów, a że mieszkam w „centrum” Tokio to jedyne co mogę z przykrością stwierdzić to fakt iż nie odciążyło to pociągu w sposób planowany.

Teleworking w Japonii?

Zaczęły się pojawiać twitty typu „Moj kot teraz ciągle się łasi odkąd spędzam czas w domu”, a jednocześnie dużo osób narzekało, że w domu nie może się skupić. W telewizji zaczęto pokazywać oferty restauracji czy hoteli dla osób pracujących z domu, a twitty typu „dzisiaj pracuje ze starbucsa” pojawiały się coraz częściej. Także na zewnątrz dużo osób z laptopami zajmowało stoliki restauracji czy kawiarni. 

Poza tym, że część osób zaczęła pracować z domu codzienność dla znacznej większości się nie zmieniła. 

Nakano, 13 marca

Odwołanie większych wydarzeń kulturalnych

Jedne z pierwszych próśb rządu dotyczyły większych wydarzeń kulturalnych. Jednak to organizatorzy mieli podjąć decyzję o odwołaniu wydarzenia. Oczywiście zdecydowano się jednak na odwołanie większych targów i koncertów. Natomiast kluby i mniejsze koncerty działały jak zwykle. 

Wytyczne dotyczące wydarzeń kulturalnych nie są wystarczająco jasne, gdyż kolejka na 50 tyś. osób z okazji otworzenia nowej stacji Yamanote nie otrzymuje miana wydarzenia.

Zamknięcie szkół

Na Hokkaido pod koniec lutego potwierdzono najwięcej przypadków zachorowań. W efekcie wprowadzono stan nadzwyczajny i zamknięto szkoły. W odpowiedzi następnego dnia rząd ogłosił zamknięcie szkół publicznych w całym kraju. Z rozwiązaniem dla rodziców, którzy nie mogli zająć się dziećmi przyszły „świetlice”, które nie zostały zamknięte. Dla osób, które nie miały z kim zostawić dzieci miały zostać wprowadzone zasiłki.

Jednym z problemów rodziców poruszanym w telewizji okazał się lunch dla dzieci. I rodzicom na ratunek przyszły restauracje i fast foody ogłaszając zniżki na lunche dla dzieci. Naturalnie dużo osób skorzystało z oferty jedząc na mieście.

A młodzież …

Głównym problemem jest jednak młodzież w wieku szkolnym i policealnym, która stwierdziła, że ma wakacje. Nic nie zostało zamknięte – do pewnego momentu Disneyland ciągle działał i nawet sporo osób się do niego wybrało. Jednak po tym jak USJ (podobny park rozrywki w Osace) ogłosił tymczasowe zamknięcie Disneyland najprawdopodobniej chcąc uniknąć krytyki zrobił to samo.

Sklepy z odzieżą, jedzeniem, koncerty, photoboothy – purikury (bo nie tak jak strzelić sobie zdjęcie w trakcie pandemii) – wszystko jest otwarte.

Największym problemem było odwołanie ceremonii zakończenia szkoły (ponieważ szkoła kończy się tu w marcu) co jest wielkim wydarzeniem w życiu młodego Japończyka. Skoro oficjalne zakończenie zostało odwołane, dużo osób gromadziło się w innych miejscach publicznych, urządzając sobie własne zakończenie roku.

Jednocześnie zaczęło się robić cieplej, więc zamiast pobawić się w gronie rodzinnym, osiedlowe matki japonki koniecznie musiały się umówić na piknikowe ploty i wspólne zakupy. 

I tu nasuwa się jeden wniosek.

Japończycy nie zrozumieli DLACZEGO szkoły zostały zamknięte, DLACZEGO ceremonie odwołane i DLACZEGO mają pracować z domu, a nie w kawiarni. 

Jednak czy to Japończycy są winni?

W Japońskich mediach od kilku tygodni nagle przestali mówić o nowych przypadkach tyle co wcześniej. Już nie podają nowych ile jest osób zarażonych, mówią o sporadycznych przypadkach. Głównie są to osoby powiązane z osobami zarażonymi wcześniej. 

Oglądając takie newsy może odnieść wrażenie, że pojedyńcze przypadki szybko są odnajdywane i izolowane. Niestety nic bardziej mylnego.

Patrząc na wykresy cały czas pojawiały się osoby o „niewykrytym źródle zarażenia”. Na obiecane dzienne 8000 testów w całej Japonii przeprowadza się ich ledwo 1000. Ciągle pojawiają się jednak osoby, które nie wiadomo gdzie się zaraziły. Oznacza to jedynie tyle, że rozprzestrzenia się to po całej Japonii bez żadnej kontroli. 

Jak Japonia zwalcza koronawirusa?

 Japonia przyjęła taktykę wyszukania ognisk zarażeń, ale nie robiąc przy tym „niepotrzebnych” testów. Jak to rząd stwierdził chcą się skupić na tych 20% co będą wymagać leczenia w szpitalu. 

Taktyka ta jednak nie ma sensu jeżeli odmawiają testów kiedy osoba:

  • brak poważnych objawów
  • nie była za granicą
  • nie miała kontaktu z osobą już zarażoną

Lub nie ma jak potwierdzić tych danych.

Mówiąc prościej – taktyka na znalezienie ognisk to taktyka znalezienia wszystkich nosicieli wirusa i odizolowanie tych osób od reszty społeczeństwa. Jednak kiedy odmawia się większości testów to nie sposób znaleźć takich ognisk. 

Mieszkając w Tokio jestem w stanie podać jedno ognisko i nie potrzeba testów ani specjalistów, żeby to stwierdzić. Mowa oczywiście o pociągach japońskich. 

Linia Yamanote, 17 marca

Udało im się znaleźć kilka ognisk, jednak już od lutego było dużo przypadków porozrzucanych po całej Japonii. Czy w tym momencie naprawdę rząd myśli, że taktyka jest skuteczna?

Oczywiście możemy zapomnieć o aplikacjach wykrywających ludzi. Takie coś nie istniało i nadal nie istnieje.

Igrzysk nie będzie, co dalej?

Brak testów to główna taktyka przyjęta przez Japonię. Nie ma przypadków, nie ma problemu. Najprawdopodobniej, aby Igrzyska się odbyły. Do momentu, kiedy Kanada ogłosiła, że nie wezmą udziału zajadle ogłaszali, że nawet nie rozważają opcji, żeby Igrzyska nie miały miejsca w tym roku.

Niestety tak jak większość osób przypuszczała – następnego dnia po przeniesieniu igrzysk nagle okazało się, że sytuacja nie wygląda tak śpiewająco.

Inaczej mówiąc nie ma igrzysk to zajmijmy się wirusem?

Dokładnie dzień po komunikacie o przeniesieniu igrzysk na następny rok burmistrz Tokio zwołała konferencje prasową obwieszczając najwyższą ilość nowych przypadków do tej pory. Dodała także, że jeżeli sytuacja będzie się pogarszać trzeba będzie zamknąć stolicę (wprowadzić rokkudaun – lockdown).

W kolejnych dniach liczby w Tokio wyglądały tak:

  • 3/25 41
  • 3/26 47
  • 3/27 40
  • 3/28 63
  • 3/29 68

Ilość testów w dniu 26 marca/Ilość osób przetestowanych w dniu 26 marca

Liczba samych testów niestety nie uległa powiększeniu (co jest dziwne dane dotyczące testów oraz zgłoszeń na infolinię przestały także być uaktualniane). Nadal są podobno trudności z uzyskaniem takiego testu. W tym czasie karetki jeżdżą jak szalone. Ale o tym napiszę następnym razem.

Lockdown?

W sobotę i niedzielę mieszkańcy Tokio zostali poproszeni o zostanie w domu. Pogoda postanowiła pomóc w zatrzymaniu ludzi w domu i w sobotę po południu cały czas padało, natomiast w niedzielę spadł śnieg przykrywając okoliczne sakury białym puchem. Pomimo tego jednak znalazło się trochę osób, które nie posłuchały się próśb rządu i koniecznie musiały wyjść. 

Soft lockdown jak dużo osób to nazwało trwało w weekend. Aby pomóc zatrzymać ludzi w domach część galerii zamknęła sklepy, część klubów także zrobiło sobie wolny weekend. Pachinko i koncerty natomiast nadal przyciągały ludzi.

Natomiast dzisiaj w poniedziałek – dzień jak codzień. Ludzie wsiadają do zapchanych pociągów i jadą do pracy gdzie może usiądą obok zarażonej osoby, następnie wracając do domu znowu zatłoczonym pociągiem gdzie zarażona osoba kichnie i zwyczajem japońskim zapomni zakryć buzi. Po drodze kupią sałatę w warzywniaku płacąc oczywiście gotówką i zarażając przy tym starszą panią, która słyszy plotki o tym, że korony przecież w Japonii nie ma. Starsza Pani cały czas będzie obsługiwała inne starsze osoby i każdy może sobie dalej dopowiedzieć jak ta historia się potoczy. 

Kolejka do kasy Animate, 17 marca

Podsumowując

Zero Social Distancing, zero jakiegokolwiek pomysłu na zatrzymanie wirusa. Zostawienie spraw naturze i czekanie na to co się wydarzy, po drodze tuszując liczby i kto wie czy nie coś jeszcze. 

W dodatku firmy i osoby bez pracy lub w kiepskiej sytuacji finansowej na stan dzisiejszy żadnej pomocy nie dostaną. 

Jesteśmy zostawieni sami sobie, otoczeni przez ludzi, którzy nie traktują wirusa poważnie. Przecież to chiński wirus i teraz też Europejski, a nie Japoński. Poza tym „nie dotyka on ludzi młodych”. Jednakże japońska mentalność w wielu przypadkach nie dopuszcza do myślenia o osobach drugich czy trzecich.

Czy do tej pory Japonia miała po prostu szczęście? Czy szczepienia starszych osób na zapalenie płuc miały zadowalający efekt? A może to, że młodsze pokolenie ma tak głęboko gdzieś swoje rodziny, że nie czują potrzeby interakcji? Czy powyższe przyczyniło się do tego, że nadal nie mamy w Japonii ludzi padających trupem na ulicy?

To znaczy tyle, że może cięższych przypadków jest mniej. Może po prostu są liczone jako inne choroby. Ale nie znaczy to w żadnym wypadku, że wirusa się udało tu powstrzymać. Bo nikt nic do tej pory nie zrobił.

I albo Japończycy mają coś cudownego o czym inne kraje by na pewno chciały i powinny wiedzieć… Albo siedzimy na jednej wielkiej bombie z opóźnionym zapłonem,

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Most Voted
Newest Oldest
Inline Feedbacks
View all comments
Sayu

Ten wirus to jedna wielka ściema medialna i tyle. Chcą wywołac panikę w ludziach. W UK to jest parodia. Na oficjalnej stronie piszą 19 marca że Covid-19 nie jest już high risk consequences infection i że śmiertelność jest bardzo niska a 21 marca wprowadzają lockdown. Teraz mówią że tylko 20% ludzi się zaraz z czego 5% będzie musiało być w szpitalu i z tych 5% tylko 1% umrze. No to sorry oni robią debili z siebie czy z nas? Na grypę więcej ludzi rocznie umiera.