Czy u Was też mówiło się, że jak spędzisz sylwester, tak cały rok będzie wyglądał? Mam nadzieję, że jednak to nie do końca prawda…

Każdy z nas chyba zna to uczucie. Nowy rok, nowe postanowienia, nowa ja… Zmiany wprowadzamy od 1! Od 1 będę lepszą wersją siebie – schudnę, będę regularnie ćwiczyć, zdrowo się odżywiać… Ale pierwszego spędziłam w łóżku z gorączką 39 stopni. 

I tu chciałabym rozpocząć przygodę z tym blogiem niezbyt przyjemnym doświadczeniem jakim są japońskie kliniki, szczególnie w Nowy rok.

Nowy rok w Japonii trwa ponad tydzień. W tym roku od 28 grudnia do 5 stycznia. Od około tygodnia przed czułam, że bierze mnie przeziębienie i nie pomagały błagania o chociaż jeden dzień wolny. Odpowiedz była „To tylko tydzień, wytrzymaj jeszcze tylko ten tydzień, potem jest długie wolne!”. Jako, że większość osób wzięła wolne, żeby wyjechać do rodzin nie było nawet za bardzo zastępstwa. Jeszcze w czwartek, na dwa dni przed końcem jedna dziewczyna uroczyście oznajmiła, że ma INFURU (ale o tym później). Więc cóż, miałam krótkie zmiany, nie było jeszcze tak źle, więc stwierdziłam, że dam radę.

I dałam!

W poszukiwaniu noworocznego lekarza…

I nagle 31 nastąpiła zmiana o 90 stopni. Więc sylwestra praktycznie przespałam, 1 dostałam lekkiej gorączki, 2 gorączka wzrosła do 39 stopni i za nic nie dawała się zbić. Gardło też zaczęło boleć, a u mnie znaczy to tylko jedno – anginę. Więc zaczęły się poszukiwania lekarza. 

Lekarze w Japonii zawsze mają wolne wtedy kiedy wszyscy. Po co mają siedzieć w gabinetach, jak potrzebują przecież kupić fukubukuro…

0
Please leave a feedback on thisx

W końcu znaleźliśmy lekarza, 25 min od nas na piechotę, oczywiście tylko naika (coś jak lekarz pierwszego kontaktu?), dodatkowo płatne 5000 yenów. Przed nami 5 osób w kolejce. No dobra, nie może być tak źle. I było. Po 20 min czekania przy recepcji siedziała pielęgniarka mierząca ciśnienie i temperaturę. Wyszło wtedy, że mam 39,7 stopni. Pół żywa czekałam kolejną godzinę w końcu wywołali mnie do gabinetu. Wczołgałam się ledwo i pierwsze pytanie czy mówię po japońsku.. Hmm przy moim obecnym stanie spuchniętego i bolącego gardła nie mówię w żadnym języku. Ale pomińmy chwilę irytacji w stylu 20 lat w Japonii still alien. Wymamrotałam jedynie, że pewnie mam anginę. Pani stwierdziła, że faktycznie wygląda na to, że może to być angina, pobrała wymaz, żeby określić czy paciorkowce i kazała czekać 10 min w poczekalni. 

Już czułam się tak fatalnie, że jedyne o czym marzyłam to wrócić do domu, tylko już wiedziałam, że nie będę w stanie. W japońskiej przychodni trzeba mieć cały czas maseczkę – są nawet znaki informujące. Niestety maseczka dodatkowo sprawiała, że było mi słabo. Przez gorączkę miałam wrażenie, że mam na nosie grzejnik, nie maseczkę. Ale nie wolno zdjąć, więc powoli się dusiłam. Po chwili dłuższej niż 10 min Pani znowu zawołała i stwierdziła, że nie paciorkowce, ale wygląda na anginę, więc da mi antybiotyk. Jako, że nie zajmuje się chorobami gardła kazała mi jak będą już otwarte kliniki wybrać się do laryngologa. 

Potem kolejne czekanie 15 min na zapłatę i receptę.

W Japonii często leki dostaje się razem z zapłatą rachunku, w innych przypadkach apteka jest dosłownie obok. I tak było tutaj – więc kolejny przystanek apteka. Tutaj trzeba dać receptę i czekać na przygotowanie leków. Już u kresu wytrzymałości praktycznie zasnęłam na siedzeniu czekając. 

W końcu po wszystkim bez sił, trzęsąc się z zimna postawiłam na swoim i złapaliśmy taksówkę do domu. Niby nie tak daleko, ale wiem, że nie dałabym rady dojść.

W domu okazało się, że mam ponad 40 stopni gorączki.

Wtedy akurat nie myślałam, ale jestem pewna, że to przez to czekanie i w szpitalu prawdopodobnie miałam więcej niż te 40 stopni. Po zmierzeniu 39,7 stopni powinni mnie wywołać na mierzenie jeszcze raz, ewentualnie dać coś na zbicie gorączki, zimny okład, cokolwiek. Kiedy wychodziłam z domu miałam 39,3 i już wtedy nie kontaktowałam na tyle, żeby pomyśleć o okładzie… Ale to taka drobnostka, że pewnie jakbym dostała jeszcze wyższej temperatury to i tak kazali by mi czekać na swoją kolej..

Mijały dni i zbliżał się poniedziałek – 6 stycznia, kiedy trzeba iść do pracy. Jako że zupełnie mi nie przechodziło, a gorączka zbijała się tylko jak brałam leki napisałam jedynie, że mam anginę i nie dam rady przyjść. Chyba oczekiwałam, że po 2 latach jak pracuje i częstych anginach i raz za razem wyjaśniania co to jest będą w stanie zrozumieć, że znaczy to tyle co „Poproszę tydzień wolnego.” jak to jest w przypadku grypy. Niestety, w poniedziałek dostałam wiadomość czy następnego dnia dam radę przyjść. Jasne, w niedzielę piszę, że mam ponad 39 stopni, na pewno do wtorku mi przejdzie.

I teraz chciałabym poruszyć kwestię INFURU.

インフルエンザ (infuruenza) – w skrócie infuru czyli po prostu grypa. 

Po prostu, bo aż grypa. 

Jeżeli chcesz w Japonii dostać długie wolne, zadzwoń i powiedz, ze masz infuru. Dostaniesz z biegu równo tydzień wolnego. Oczywiście niepłatnego w większości przypadków. I nie ma mowy o przyjściu wcześniej. Równo tydzień. 

W Japonii sezon na przeziębienia to sezon na grypę. Epidemię grypy. Zupełną panikę. 

Pamiętam jak w pracy jedna dziewczyna źle się poczuła i wszyscy stwierdzili, że pewnie grypa i kazali jej iść do domu. Kiedy chora dziewczyna wyszła inna dziewczyna biegała z alkoholem i pryskała wszystkim ręce. W tym samym miejscu pracy dostałam gorączki 39 stopni i powiedziałam, że pewnie mam anginę, bo gardło mnie boli. Ledwo stałam na nogach, ale do domu nie pozwolili mi iść. Nawet kiedy powiedziałam, że to też zaraźliwe. 

Osoby oglądające anime czy seriale na pewno nie raz widziały scenę kiedy osoba przeziębiona przewraca się, mdleje, omdlewa i nie nadaje się zupełnie do życia. Tak wygląda grypa w mniemaniu japończyków. 

Masz anginę? To pojutrze do pracy, tak? 

To dziwne przekonanie w Japonii, że choroba to tylko grypa, albo przeziębienie. Angina jest na tyle olewana, że lekarze pierwszego kontaktu nie wiedzą co to. Spotkałam się z trzema takimi przypadkami. Raz dostałam dodatkowo leki wykrztuśne. Przy anginie. Myślę, że można to podpisać pod tortury. 

Dla tych co nie wiedzą co to angina odsyłam do wujka Google. Są nawet strony porównujące anginę z grypą. Kto przeżył ten wie co to za masakra. W skrócie tydzień wyjęty z życia, gorączka często ponad 39 stopni i brak działającego poprawnie gardła. 

Podsumowując temat lekarzy, jeżeli boli Cię gardło w Japonii idź do laryngologa – 耳鼻科 – jibika. Oszczędzisz sobie conajmniej kilka dni bólu i irytacji. 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments